czwartek, 21 listopada 2013

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Jestem już z powrotem w domu. 
Przez dwa dni gościłam na szwedzkiej ziemi, w Ystad.

Nie mam dużo zdjęć, nie było na nie czasu.
Podzielę się z Wami tylko tą garstką, która udało mi się zrobić.
Mieszkaliśmy nad samym morzem.
Raniutko wyrwałam się na krótki spacer.

 Niestety na zwiedzanie miasta nie było czasu.

Powrót i kilka zdjęć z wyjścia promu z portu.
Mimo, że wiatr urywał głowę,
 musiałam wyjść na pokład i zobaczyć ten moment.

odbijamy od brzegu
 coraz dalej


i dalej 
 brzeg zostaje daleko w tyle
a przed nami otwarte morze

Przez jakieś 2-3 godziny bardzo bujało.
Według mnie, bo niektórzy mieli niedosyt.
Ja jednak wolę stabilny grunt pod nogami.

Ze Świnoujścia zdjęć niestety nie mam, bo jak przypłynęliśmy było już bardzo ciemno.
Niesamowite jest dla mnie z jaką gracją załoga kieruje tym kolosem,
nawrót przed zacumowaniem w porcie Świnoujście był dla mnie wielkim przeżyciem.

2 komentarze:

  1. To ja takimi i wiekszymi promami plywalam z Wloch do Grecji, najkrocej 7h a najdluzej 26h. Do bujania da sie przyzwyczaic (spalismy we wlasnej przyczepie kempingowej), tyle ze jak czlowiek zejdzie na lad to pozniej nieco sie buja chodzac:P
    Fajna relacja, dzieki! Mam nadzieje, ze kiedys i ja trafie do Szwecji:) W koncu nazwisko zobowiazuje:P

    OdpowiedzUsuń
  2. płynęłam 3 razy tym promem i też mi się podobało:)- Ystad mnie urzekło swoją starówką;) -to był dla mnie przystanek w drodze do Norwegii, 3 szalone wyprawy na własną rekę;) pozdrowiooonka;)

    OdpowiedzUsuń