niedziela, 3 listopada 2013

Jabłuszka wylądowały w koszyczku

Nie było mnie dłuższą chwilę z dwóch powodów. 
Po pierwsze rozchorował mi się Pawełek i nie miałam zbyt dużo czasu na internet.
Jak nie gorączkował, to graliśmy w gry planszowe (głównie chińczyk i warcaby). 
A jak gorączkował, to siedziałam z nim i wyszywałam. 
Na szczęście wyszedł już z choróbska. 
Jutro wraca do szkoły i musi odrobić tygodniowe zaległości.
Drugi powód, to  taki, że obiecałam sobie nie pokazywać co robię, 
dopóki nie wykończę jabłuszek.
Udało się, ale dopiero wczoraj wieczorem.
To one chciały wykończyć mnie swoimi konturami.
Nie dałam się.



Żeby odpocząć od jabłuszek i konturów koszyczka, wyszywałam inne obrazki.
Na pierwszy ogień - zryw kapeluszowy.
Po dłuuuuuuuuugiej przerwie powstał drugi kapelusik. Niestety jeszcze niewykończony, zabrakło mi czarnej muliny.

Nie chcę Was dzisiaj zasypać zdjęciami, kolejne hafty i hafciki w następnych postach.
Teraz może zabiorę się za mapę, a jak dokupię mulinę, to może starczy mi zapału na kolejne kapelusze.
A może zrobię coś jeszcze innego.
Do zobaczenia. Pozdrawiam Was cieplutko.




1 komentarz: