piątek, 29 listopada 2013

Kiermasz świąteczny cz. 3

Wiem, że zanudzam Was już tym kiermaszem, 
ale przygotowywanie tych ozdób sprawia mi dużo radości.

Hafciki już pokazywałam wcześniej, 
a tak wygląda wykończony pierwszy z nich.

Zrobiłam z niego zawieszkę-poduszeczkę.
Naszyłam hafcik na filc, dodałam zawieszkę, wypchałam i gotowy.




Ozdobiłam też choineczkę z szyszki, żeby nie była taka ponura.
Co prawda ozdoba, taka jak lubię, czyli minimalna - 
kokardka ze sznurka ze złotymi drewnianymi koralikami

cdn.
Pozdrawiam

środa, 27 listopada 2013

Kiermasz świąteczny cz. 2

Dalej dłubię ozdoby na szkolny kiermasz świąteczny .
Motyw choinki zauroczył mnie w tym roku:
i tak powstała choinka z piórek

 doniczkowa choinka z szyszki
 i druga wersja choinki szyszkowo-doniczkowej
 krzyżykowa bombka-wieniec - muszę jej jeszcze dorobić zawieszkę
 wszyscy rodzice zostali poproszeni o 1-2 słoiczki przetworów i wypieki.
Moje dżemy z czarnej porzeczki tak się prezentują po ozdobieniu
kolejną choinkę i dzwonek już owinęłam sznurkiem
teraz czekają na ozdobienie

pieniądze, które uda się dzieciom zarobić zostaną przeznaczone na cele klasowe.

niedziela, 24 listopada 2013

Kiermasz świąteczny

W grudniu w szkole mojego synka odbędzie się kiermasz świąteczny.
Na razie gotową w 100% mam tylko jedną choinkę.
W planach są jeszcze dwie. 
Choineczka bardzo łatwa do wykonania:
styropianowy stożek owinęłam sznurkiem
i ozdobiłam granatową bawełnianą koronką i perełkami.
Przygotowałam też 3 hafciki - półprodukty na zawieszki.
W tym tygodniu chciałabym je wykończyć.



Korzystając w wolnych dni upiekłam wczoraj 
drożdżówki z dżemem z czarnej porzeczki - została już tylko jedna.
A dzisiaj piekę bułeczki z czosnkiem.

Miłej niedzieli.

czwartek, 21 listopada 2013

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Jestem już z powrotem w domu. 
Przez dwa dni gościłam na szwedzkiej ziemi, w Ystad.

Nie mam dużo zdjęć, nie było na nie czasu.
Podzielę się z Wami tylko tą garstką, która udało mi się zrobić.
Mieszkaliśmy nad samym morzem.
Raniutko wyrwałam się na krótki spacer.

 Niestety na zwiedzanie miasta nie było czasu.

Powrót i kilka zdjęć z wyjścia promu z portu.
Mimo, że wiatr urywał głowę,
 musiałam wyjść na pokład i zobaczyć ten moment.

odbijamy od brzegu
 coraz dalej


i dalej 
 brzeg zostaje daleko w tyle
a przed nami otwarte morze

Przez jakieś 2-3 godziny bardzo bujało.
Według mnie, bo niektórzy mieli niedosyt.
Ja jednak wolę stabilny grunt pod nogami.

Ze Świnoujścia zdjęć niestety nie mam, bo jak przypłynęliśmy było już bardzo ciemno.
Niesamowite jest dla mnie z jaką gracją załoga kieruje tym kolosem,
nawrót przed zacumowaniem w porcie Świnoujście był dla mnie wielkim przeżyciem.

Nostalgiczny listopadowy spacer

Cmentarz Centralny to takie miejsce w moim mieście, które bardzo lubię. Mimo całego smutku, z jakim mi się również kojarzy.

Każda pora roku ma tutaj swój urok, nawet ta nasza listopadowa szara jesień.


Alejka platanów
Kaplica, która pięknie odbija się w wodzie. Niestety na zdjęciu tego nie widać


Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam kilka zdjęć tej rudej ślicznotce, 
która bawiła się ze mną w berka albo w chowanego.


I na dzisiaj to tyle, wychodzimy

Na kolejny spacer z aparatem wybiorę się zimą. 
Może będzie biało.

piątek, 15 listopada 2013

Liście lecą z drzew

Kilka wpadło na moje robótki


 Wymyśliłam dla niego taki sposób oprawy - wiklinowy wianek.
Sobotę i niedzielę spędzam w kuchni. Od poniedziałku wyjeżdżam na kilka dni na szkolenie i muszę zrobić zapasy dla moich chłopaków.
Pozdrawiam

niedziela, 10 listopada 2013

Obrazek oprawiony

Udało mi się oprawić obrazek.
Wielkość z ramką: 37,5 x 12,5 cm.
Ramka prosta, delikatnie przeze mnie pobielona.


Jutro wybieramy się na Cmentarz, będziemy szukać liści do pracy domowej .
Oby pogoda dopisała.

Pozdrawiam

Picoti Picota - Na dachach

Sur le toits - Na dachach.
Te domki to była miłość od pierwszego wejrzenia. 
Wzór niestety długo czekał na swoją kolejkę.
I dopiero wpis Justynki zmobilizował mnie do wyszywania.

Domki to jeden z moich ulubionych motywów.
A do tego te cudowne koty.
Wyszywałam białą muliną na lnianej taśmie.
Kontury w kolorze ciemnego brązu - domki jedną nitką, koty dwoma nitkami.





Ramka też jest już gotowa, schnie.
Jeśli się uda to jeszcze dziś pokażę oprawiony obrazek.

A na swoją kolejkę czeka następny obrazek Picoti Picota.
Pozdrawiam

Szydełkowy organizer

Karolina z Nitkowego Świata prawidłowo odgadła.
Mój "wytworek" służy za organizer.
Nareszcie mam  uporządkowane szydełka.



piątek, 8 listopada 2013

Recykling

W ramach zużywania zachomikowanych różności powstało takie coś. 
Ma już swoje zastosowanie.
Czy zgadniecie do czego służy ?

Wykorzystałam puste pudełeczko po kremie, kilka rolek po taśmie do kasy fiskalnej, 
kawalątek bawełnianej koronki i sznurka.
Pudełeczko i rolki pomalowałam na biało, całość ozdobiłam i gotowe.

Dziękuję serdecznie za wszystkie, motywujące do dalszej pracy komentarze.
Na razie nie miałam czasu na krzyżyki.
Przede mną 3 dni wolnego, może coś się uda zrobić.
Ciasto marchewkowe wyszło pyszne, na pewno jeszcze zagości na naszym stole.
Za chwilkę zabieram się za muffinki z marcepanem.
Lubię jak w całym domu pachnie ciasto.
Szczególnie w takie dni jak dzisiaj.

Pozdrawiam z deszczowego i zimnego Szczecina.

niedziela, 3 listopada 2013

Mini miniaturki

Jesienno-zimowe miniaturki to kolejna robótka wyhaftowana w czasie choroby Pawełka.
Obrazeczki są naprawdę malutkie, mają ok. 7x5cm. + malutka rameczka.
Ramka oczywiście również własnego pomysłu i wykonania. Zrobiona z pomalowanych patyczków po lodach.
Patyczki zbieraliśmy całe lato. Mam jeszcze kilka pomysłów na ich wykorzystanie.





Zostały jeszcze dwie mini miniaturki do wyszycia i oprawienia.

W domu pięknie pachnie ciastem. Po raz pierwszy robię ciasto marchewkowe. Ciekawe, czy nam zasmakuje ?

Pozdrawiam

Jabłuszka wylądowały w koszyczku

Nie było mnie dłuższą chwilę z dwóch powodów. 
Po pierwsze rozchorował mi się Pawełek i nie miałam zbyt dużo czasu na internet.
Jak nie gorączkował, to graliśmy w gry planszowe (głównie chińczyk i warcaby). 
A jak gorączkował, to siedziałam z nim i wyszywałam. 
Na szczęście wyszedł już z choróbska. 
Jutro wraca do szkoły i musi odrobić tygodniowe zaległości.
Drugi powód, to  taki, że obiecałam sobie nie pokazywać co robię, 
dopóki nie wykończę jabłuszek.
Udało się, ale dopiero wczoraj wieczorem.
To one chciały wykończyć mnie swoimi konturami.
Nie dałam się.



Żeby odpocząć od jabłuszek i konturów koszyczka, wyszywałam inne obrazki.
Na pierwszy ogień - zryw kapeluszowy.
Po dłuuuuuuuuugiej przerwie powstał drugi kapelusik. Niestety jeszcze niewykończony, zabrakło mi czarnej muliny.

Nie chcę Was dzisiaj zasypać zdjęciami, kolejne hafty i hafciki w następnych postach.
Teraz może zabiorę się za mapę, a jak dokupię mulinę, to może starczy mi zapału na kolejne kapelusze.
A może zrobię coś jeszcze innego.
Do zobaczenia. Pozdrawiam Was cieplutko.