sobota, 30 lipca 2011

Pierwszy dzień wyprawy

Wyjazd około 2 w nocy z niedzieli na poniedziałek.
Kierunek: północny-zachód
Trasa: 646 km

Długa droga przed nami. Wyjeżdżamy w nocy. Paweł w domu nie zasnął podekscytowany czekającymi atrakcjami. Za to w samochodzie od razu zasypia.
W Kołbaskowie przekraczamy granicę. Jedziemy najpierw na zachód w kierunku Lubeki.
Ledwo wjechaliśmy na terytorium Niemiec zaczyna padać. Jedziemy dalej, licząc, że się rozpogodzi. Niestety pada całą drogę.

W okolicach Lubeki zmieniamy kierunek jazdy. Teraz kierujemy się na północ.
Mijamy Kanał Kiloński. Tak wygląda zza szyby samochodu. Jak widać szaro, buro i pada.

Okolice Flensburga to kolejna granica. Na szczęście tylko na mapie.
Wjeżdżamy do Danii.

Około 9.30 dojeżdżamy do celu naszej wyprawy. To Billund, czyli kraina klocków Lego.

I tutaj jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestaje padać. W Legolandzie byliśmy do godziny 20.00, cały dzień nie padało. Po południu zza chmur wyszło słońce i zrobiło się cieplej.

Peleryny przeciwdeszczowe założyliśmy tylko raz. Podczas bitwy na armatki wodne.

Safari
Nie dajcie się zwieść. Ta karuzela tylko wygląda tak niewinnie. Jeździ jak szalona, w górę i w dół.

Tu było wysoko. Zaczynało się spokojnie...
a potem, windą do góry i szybki zjazd pontonem w dół
ale były też spokojniejsze przejażdżki

Oczywiście atrakcji dużo więcej. Paweł zachwycony. Za każdym rogiem czekała na niego jakaś niespodzianka.

Po całym dniu szaleństw przenocowaliśmy w małym hoteliku, w okolicach Billund. Hotelik malutki, ale uroczy. Trzeba się wyspać, bo czeka nas dalsza droga.

2 komentarze:

  1. Ale wyprawa sama bym popatrzyła, nie dziwię się dzieciom

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Tyle atrakcji, dziecię było pewnie wniebowzięte:)

    OdpowiedzUsuń