niedziela, 31 lipca 2011

Drugi dzień wyprawy

Kierunek: południe
trasa: 272 km

Wstajemy raniutko, jemy śniadanko i ruszamy w dalszą drogę.
Pogoda piękna, świeci słoneczko, robi się cieplutko. Widoki za oknem samochodu zdecydowanie inne niż wczoraj.
Docieramy do Sierksdorfu, gdzie malowniczo położony jest park rozrywki Hansa Park.
Kilka fotek z "lotu ptaka", zrobionych z wieży widokowej


kolejne safari
wielki plusk
a potem już spokojnie płyniemy dalej
obejrzeliśmy pokaz lwów morskich

a na tą atrakcję nie skusiliśmy się ;-)
Wieczorem wracamy do Szczecina. Do przejechania mamy 394 km. Nocujemy w domu. Żegnają nas wiatraki.
Za nami połowa wyprawy, część rozrywkowa. Od jutra kolejne dwa dni, tym razem turystyczne.

sobota, 30 lipca 2011

Pierwszy dzień wyprawy

Wyjazd około 2 w nocy z niedzieli na poniedziałek.
Kierunek: północny-zachód
Trasa: 646 km

Długa droga przed nami. Wyjeżdżamy w nocy. Paweł w domu nie zasnął podekscytowany czekającymi atrakcjami. Za to w samochodzie od razu zasypia.
W Kołbaskowie przekraczamy granicę. Jedziemy najpierw na zachód w kierunku Lubeki.
Ledwo wjechaliśmy na terytorium Niemiec zaczyna padać. Jedziemy dalej, licząc, że się rozpogodzi. Niestety pada całą drogę.

W okolicach Lubeki zmieniamy kierunek jazdy. Teraz kierujemy się na północ.
Mijamy Kanał Kiloński. Tak wygląda zza szyby samochodu. Jak widać szaro, buro i pada.

Okolice Flensburga to kolejna granica. Na szczęście tylko na mapie.
Wjeżdżamy do Danii.

Około 9.30 dojeżdżamy do celu naszej wyprawy. To Billund, czyli kraina klocków Lego.

I tutaj jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestaje padać. W Legolandzie byliśmy do godziny 20.00, cały dzień nie padało. Po południu zza chmur wyszło słońce i zrobiło się cieplej.

Peleryny przeciwdeszczowe założyliśmy tylko raz. Podczas bitwy na armatki wodne.

Safari
Nie dajcie się zwieść. Ta karuzela tylko wygląda tak niewinnie. Jeździ jak szalona, w górę i w dół.

Tu było wysoko. Zaczynało się spokojnie...
a potem, windą do góry i szybki zjazd pontonem w dół
ale były też spokojniejsze przejażdżki

Oczywiście atrakcji dużo więcej. Paweł zachwycony. Za każdym rogiem czekała na niego jakaś niespodzianka.

Po całym dniu szaleństw przenocowaliśmy w małym hoteliku, w okolicach Billund. Hotelik malutki, ale uroczy. Trzeba się wyspać, bo czeka nas dalsza droga.

piątek, 29 lipca 2011

Z powrotem w domu

Wróciliśmy z naszej wyprawy.
Wiele kilometrów przejechanych, kilka wspaniałych miejsc odwiedzonych. W tym roku, troszeczkę inaczej spędziliśmy wakacje, niż dotychczas. Nie byliśmy w jednym miejscu.
Ponieważ nie mamy dużo wspólnego urlopu zaplanowaliśmy kilka miejsc i formę bardziej wycieczkową.
Jak uporządkuję zdjęcia i wspomnienia opowiem gdzie byliśmy i co widzieliśmy.
Taka forma wypoczynku sprawdziła nam się też przy tegorocznej "letniej" pogodzie.
Chociaż tak naprawdę, na szczęście, na pogodę nie mogliśmy narzekać.

Nie udało mi się wiele wyhaftować. Troszeczkę ruszyłam swój zestaw podróżny.
tak wygląda zapakowany, gotowy do podróży:
Jest to jeden z moich UFO-ków. Powolutku go dłubię, głównie w samochodzie, podczas wyjazdów.
Dla przypomnienia tak się prezentował jakiś czas temu.
Widać różnicę ?

sobota, 23 lipca 2011

Doczekałam się :-)

Oficjalnie mogę ogłosić, że rozpoczęłam urlop ;-)
Bardzo się cieszę. potrzebowałam już odpoczynku.
A pogoda za moim oknem zupełnie nie urlopowa i nie letnia. Szaro, buro i pada deszcz. Teraz na chwilkę przestał. pewnie zbiera siły na później.
Jutro wyjeżdżamy i marzy mi się, żeby przez ten tydzień nie padało. A jak będzie padać to trudno, mamy spakowane peleryny przeciwdeszczowe.

Kolejny mały hafcik. Zebra.
Skończyłam haft na sierpień w moim kalendarzu, ale pokażę go jak już będzie wykończony. Postaram się na 1 sierpnia.
Zaczynam przygotowywać niespodziankę na wymiankę z fantazją. Tą pokażę w swoim czasie.
Oczywiście na wyjazd mam już też przygotowany hafcik.

Za oknem deszcz, a w moim domu roznosi się wspaniały zapach cynamonu. Przeczytałam przepis na chlebek cynamonowy i od razu pobiegłam do kuchni go wypróbować. Rewelacja. Przepis dla miłośników cynamonu. Nie ma nawet już co pokazywać. Został tylko kawałeczek.
Polecam cały blog Dziś mam ochotę na ... Kilka przepisów już wypróbowałam, a kolejne też kuszą.

środa, 20 lipca 2011

Jeszcze przed

Przed urlopem. To już za 2 dni :-). I przed naszą zwariowaną wyprawą.
na razie szykujemy się.

Troszkę też wyszywam. Niestety nie za dużo.
Myślałam, że dam radę przed urlopem wyszyć 4 Smerfy. Na razie są dwa. Do Zgrywusa dołączyła Smerfetka.Zapisałam się na kolejną wymiankę do Moteczka. Tym razem to wymianka z fantazją. pomysł już mam. materiały też przyszykowane, niedługo będę go realizować.

niedziela, 10 lipca 2011

Smerf Zgrywus

Zrobiony. Tak się prezentuje.Przyznam się, że troszkę się bałam tej niebieskiej muliny. Według nazewnictwa Anchora to electric blue. W motku bardzo razi po oczach. Ale na obrazku podoba mi się, jest taki smerfowy ;-)

Jeszcze zdjęcie kanwy Kingi, gotowej do dalszej drogi.
Nieskromnie powiem, że ładnie wyglądają nasze Nelsonki.

sobota, 9 lipca 2011

I wszystko jest jasne

Już prawie cały obrazek gotowy - jeszcze tylko oczka, czapeczka i kontury. A kolor już wszystko wyjaśnia.
Beatka trafiła w dziesiątkę. Zgadza się to Smerf Zgrywus. Jeszcze dołączą 3 inne smerfy i wszystkie razem polecą do Eli, która robi wspaniałe kieszonki dla dzieci z Marzycielskiej Poczty.

Dziecko wróciło do domu po wakacyjnych wyprawie do Babci i zażyczyło sobie zjeść ulubione wypieki.
Dlatego mieliśmy bardzo słodki, czekoladowy dzień. Obydwa przepisy pochodzą z blogu Moje wypieki

czwartek, 7 lipca 2011

Plama dostała nowego koloru ;-)

To kolor żółty. I teraz już widać, że Aneladgam miała rację - to prezent. Madziu, czytasz w moich myślach albo masz podgląd do moich wzorów ;-)
Ale to nie koniec. Ktoś trzyma ten prezent. Tylko Kto ?
Myślę, że sprawa rozstrzygnie się niebawem.

Już jutro przytulę mojego synka, który wraca do domu z wakacyjnego pobytu u Babci.
A na koniec zdjęcie naszego Kleksika.

środa, 6 lipca 2011

Projekt Nelsonki 2011: październik

Bardzo sympatyczny obrazek. Wyszywałam stosunkowo długo, ponieważ miałam niezamierzoną przerwę. Już skończony. Prezentuje się tak:Jeszcze wpis do zeszyciku i wyślę kalendarz kingi w dalszą drogę.

A tymczasem, niepostrzeżenie na moją kanwę wskoczyło COŚ. To COŚ to na razie czerwona plama.
Postaram się pokazywać postępy nad tym obrazkiem. powinien się szybko zmieniać.

wtorek, 5 lipca 2011

czekam

na urlop. Jeszcze troszkę - 2,5 tygodnia. Jakoś tak jest, że przed urlopem czas płynie wolniej, niż w trakcie urlopu. W tym roku mam aż 3 tygodnie odpoczynku :-)

Zdążyłam na pierwszego lipca zrobić "kartkę" z kalendarza.
jutro pokażę Nelsonka październikowego - zostało jeszcze kilka supełków do zrobienia.